Kochany
mój,
przepraszam Cię, że od
długiego już czasu nie dawałam znaku życia, ale moje niezdecydowanie przybrało
kolosalne rozmiary, a ilość szklanek po soku zapełniła połowę podłogi. Bardzo
chciałabym Ci się czymś pochwalić - przetrwałam jeden z najtrudniejszych
tygodni! :) Mam nadzieję, że teraz będę miała odrobinę wytchnienia i będę mogła
zaszyć się w mojej świątyni dumania z
małym, magicznym lustrzanym urządzeniem. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale przez
moje okna coraz częściej wpadają małe promyczki ciepła i skutecznie pobudzają
mnie do działania. Jest Ktoś, kogo brakuje mi do namiastki Raju na ziemi...
Ciebie, Kochany mój. Ale w głębi serca czuję, że ten stan już niedługo się
skończy.
Bardzo Cię proszę, daj
mi znać, jak żyjesz, co ostatnio czytasz i czy uśmiechasz się pięknie do ludzi,
których mijasz każdego dnia na ulicach Twojego miasta. Z niecierpliwością
czekam na Twoją odpowiedź i maleńki gest
dobroci skierowany w moim kierunku.
Wierzę w Ciebie i
ufam...
Twoja - Ona.
P. S. Stwierdzam, że chyba troszeczkę zgłodniałam... ;)
szeptem
modlę
się do uśpionego nieba
o
zwykły chleb miłości
H.
P.
życzę wytrwałości nadal :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, dziękuję! ;)
Usuń